Moje Kochanie jak zawsze ma nosa. Ja mam szczescie tylko do niej. No i od dzisiaj do Wodpressa. Deszczowa lubi grzebac, ustawiac, sprawdzac. Jednym slowem - urodzony dyrektor. No i Deszczowa wypatrzyla / wyniuchala. Ktos (nie ja, ani zaden z moich znajomych) polecil moj blog na pierwszej stronie WP. Czy to ladnie tak? Prywatne sprawy wyciagac, programowanie takie uczniowskie, rozpedzam sie dopiero. Jednym slowem robie sie coraz bardziej dumny i gruby. Kolejny krok? Ide po podwyzke. Dzieki za klikanie w moje miasteczko! Dziekuje Myszko!
Archiwum kategorii 'Zycie z Deszczowa' Category
Moje Kochanie i moj blog
Myszka czyli kot.
Podtytul: Myszki boja sie robali…
Dialog wieczorny (1 dzien 2008):
Myszka - Niedobrze mi, chyba bede rzygac
Fufach - Moze masz grype?
Myszka - Spaciu…
Fufach - Poloz sie odwrotnie, nogami do okna, wieje przeciez, i ten kaloryfer
Myszka - Tak mi dobrze
Fufach - Bo mi sie bidulo jeszcze bardziej zaziebsz
Myszka - Spaciu…
Fufach - No prosze, to latwe, no przeciez rusz sie…
Myszka - Uaaaaa, nie chcem mi siem
Fufach - To gdzie sa te twoje delikatne miejsca…?
Myszka - Hihihi
Myszka - HIHIHI…
Myszka - Uiiiiiii Hihihi Uiiiii
Fufach - No prosze… O! co to za robak tu lezy na lozku?
Myszka - UUUAAAAAAAAAA!!! JAKI ROBAK!!! Juz sie przenosze… :-(
W sieci sieci
Moja kochana Mysz weszla do pokoju. Zauwazyla (!), ze pomagam jej zdjac plaszcz, ale myslami byla juz 30 sekund do przodu i juz siedziala przy klawiaturze. Nie musialem sprawdzac… Przezylem komentarz, ze pod jej Vista nie laduje sie siec i trzeba to robic recznie, chwila ciszy i Mysza juz siedzi w blooooooogu.
I TUTAJ CHCIALBYM JEJ PODZIEKOWAC ZA GORACA HERBATKE, KTORA ZROBILA MI SCHODZAC PO PIWO DLA SIEBIE!
(Z lekkim przeziebieniem staram sie nawet nie myslec o zimnych napojach, choc podobno ‘klina klinem’).
Jeszcze raz: ZA TE 3 MINUTY POSWIECENIA (DLA MNIE!!!) - WIELKIE BUZIAKI!!!
Twoj Fufach
PS. Jak w domu internet padnie tez czuje sie nieswojo ;-)
Zgubiona zona…
Zgubiona zona…
Nigdy bym w to nie uwierzyl, gdybym uslyszal to od kogos. Bo jest to niewiarygodne:
Majac 25 minut do odjazdu pociagu na lotnisko cos nas podkusilo, by zajrzec na moment do drogeriiw Galerii Krakowskiej po odzywke do paznokci. W Londynie sie jej nie kupi, a w Krakowie wybor byl ogromny.
Pani konsultantka (oceniajac nas chyba po ubiorze) wyslala nas do poleczki z najtanszym badziewiem, zachwalajac wysoka jakosc kleiku o zapachu acetonu.
Udalo sie jednak pania przekonac, ze tracimy czas i sie ulotnila. Deszczowa poszla do kasy z lepszym specyfikiem, a ja pognalem do skrytki po bagaze, bo kolejka odjedzie bez nas.
Droga prosta: po schodach na dol, potem prosto przez hall, tabliczka na peron 1, bo tam czeka kolejka na Balice.
Wiec czekam na Deszczowa przy otwartych drzwiach kolejki, minuta, dwie, trzy, czte… ‘Odjezdzam za chwile. Pan na cos czeka?’
‘Tak, zona mi sie gdzies zgubila’
‘Ups, ja nie moge za dlugo czekac… Mam rozklad’
I tak ze 2 minuty po czasie: ‘Ma pan pecha, musze jechac, bo mnie pasazerowie zlinczuja’
Moja logika jest prosta. Czekam tam, gdzie powinnismy sie spotkac, nie ruszam sie, zeby sie nie minac, czekam.
Gdzie jest Deszczowa? W kolejce jej nie bylo… Ktos mnie wola przez megafon… To brzmi jak wyrok…
No i pod informacja (100 metrow od peronu) stoi. Juz nie Deszczowa, ale BARDZO DESZCZOWA.
‘To Twoja wina… I nie bylo Cie przy skrytce… I w ogole nie wiedzialam co zrobic… I zgubilam sie jeszcze w Galerii…’
Jak ja ja kocham :-)
Polskie frustracje
Dlaczego…
W sumie wszyscy sie smiali, sala miala zabawe dobre 3 minuty… Ja stracilem tylko 2 zlote, ale poprawil mi sie humor. W koncu zegnamy sie z krajem, ktory daje o sobie znac bolem glowy przy byle okazji. Co sie stalo? Po kolei:
W sali odlotow na miedzynarodowym lotnisku zebrala sie juz spora grupa oczekujacych na ten najtanszy lot. Zapach swojskiej wedliny itd. Plotki, ploteczki zza plecow, Deszczowadziewczynka.wordpress.com cos tam sobie grzebie, a ja zabijam potwory w moim przenosnym centrum uciech. No i pech, zachcialo mi sie pic… Na wyciagniecie reki automat a w nim kawa. 4 razy tansza niz w barze (???) na gorze, serwujaca nawet cukier. Deszczowa wysuplala mi monete, ja ucieszony wciskam ja w automat i naciskam przycisk z napisem ‘kawa biala’.
Cisza… Bulgot… Cisza… Bulgot…
Najpierw posypal sie cukier. Zamowilem podwojny… Polecialo wiecej cukru. Znowu bulgot… Sala w smiech. Deszczowa w smiech i patrzy na mnie jak na zmoknietego kota. Automat zapomnial podstawic kubeczka. Ale to i tak nie przebije tescia, ktory zamiast ropy nalal benzyny i nie odebral nas z lotniska.