Zgubiona zona…
Nigdy bym w to nie uwierzyl, gdybym uslyszal to od kogos. Bo jest to niewiarygodne:
Majac 25 minut do odjazdu pociagu na lotnisko cos nas podkusilo, by zajrzec na moment do drogeriiw Galerii Krakowskiej po odzywke do paznokci. W Londynie sie jej nie kupi, a w Krakowie wybor byl ogromny.
Pani konsultantka (oceniajac nas chyba po ubiorze) wyslala nas do poleczki z najtanszym badziewiem, zachwalajac wysoka jakosc kleiku o zapachu acetonu.
Udalo sie jednak pania przekonac, ze tracimy czas i sie ulotnila. Deszczowa poszla do kasy z lepszym specyfikiem, a ja pognalem do skrytki po bagaze, bo kolejka odjedzie bez nas.
Droga prosta: po schodach na dol, potem prosto przez hall, tabliczka na peron 1, bo tam czeka kolejka na Balice.
Wiec czekam na Deszczowa przy otwartych drzwiach kolejki, minuta, dwie, trzy, czte… ‘Odjezdzam za chwile. Pan na cos czeka?’
‘Tak, zona mi sie gdzies zgubila’
‘Ups, ja nie moge za dlugo czekac… Mam rozklad’
I tak ze 2 minuty po czasie: ‘Ma pan pecha, musze jechac, bo mnie pasazerowie zlinczuja’
Moja logika jest prosta. Czekam tam, gdzie powinnismy sie spotkac, nie ruszam sie, zeby sie nie minac, czekam.
Gdzie jest Deszczowa? W kolejce jej nie bylo… Ktos mnie wola przez megafon… To brzmi jak wyrok…
No i pod informacja (100 metrow od peronu) stoi. Juz nie Deszczowa, ale BARDZO DESZCZOWA.
‘To Twoja wina… I nie bylo Cie przy skrytce… I w ogole nie wiedzialam co zrobic… I zgubilam sie jeszcze w Galerii…’
Jak ja ja kocham :-)